niedziela, 29 czerwca 2014

8 rozdział-boks

Mackenzie
Justin przyjechał po 10 minutach i usiedliśmy na bujanej ławce, na której siedziałam wcześniej ja.
Wyjaśniłam mu wszystko o co chodzi, dlaczego go unikałam i, że zjawił się tak nagle Cris.
-dalej go kochasz? -spytał mnie brunet .widziałam w jego oczach nadzieję ,że odpowiem Nie .
-sama nie wiem ...byliśmy tak długo ze sobą, a on mnie zostawił, nie rozmawialiśmy odkąd wrócił, znaczy o nas ...-zamilkłam widząc ból w jego oczach.
-A gdyby cię znów poprosił o zostanie jego dziewczyną...-chłopak spuścił głowę na chwile ,a później spojrzał na mnie -zgodziłabyś się ?
Zaskoczył mnie tym pytaniem.
-Justin...to trudne.
-odpowiedz tak ,albo nie -podniósł lekko głos .
-nie.
Justin uśmiechnął się pod nosem.
Ja to zauważyłam i wpadłam na świetny pomysł-wiesz co ,skoro jesteś już uśmiechnięty to poczekaj tu chwile.

Wstałam i szybko pobiegłam do swojego pokoju, rozejrzałam się ...o tu jest  ZNALAZŁAM .na biurku-no przecież.

Szybko zabrałam to i wyszłam z pokoju, żeby pójść jak najszybciej do Justina.

JUSTIN
Mackenzie przyszła do ogrodu cała w skowronkach trzymają coś za plecami, ciekawy byłem co to takiego.
-co tam masz ?
Powoli wyciągnęła i ukazał się aparat cyfrowy Sony, nie znam się zbytnio, ale fajny jest



 -aparat? -zdziwiłem się
-nie to kot, nie widzisz ?-wybuchłem śmiechem ma jej sarkazm .
-po co ci on ?
-zrobie ci zdjęcia- pomachała aparatem w górze.
-co ?ale po co ?
-bo to moja pasja, a ty jesteś przystojny, więc się nadasz -zaczęła coś ustawiać w aparacie
-uważasz ,że jestem przystojny? -podniosła wzrok na mnie ,lekko się rumieniąc -tak i to bardzo .
-wiem-strzepnąłem nie widzialny pyłek z ramion szeroko się uśmiechając.
-Justin- "uderzyła" mnie w ramię ze śmiechem.
Ale jest urocza...czekaj co ja gadam?
-a więc uśmieeech- przyłożyła aparat do oka, wcześniej ustawiając obiektyw.
Uśmiechnąłem się do aparatu.
Dziwnie się czułem, bo nigdy nie pozowałem do zdjęć.
-co ty taki sztywny jesteś? Zapozuj jakoś -zachichotała brunetka.
-nigdy nie pozostałem do zdjęć. To dla mnie nowe.

Pojawiłem włosy ręką, a Mak robiła cały czas mi zdjęcia, uśmiechałem sie
,trochę na początku sie krępowałem ,ale jej śliczne uśmiechy i chichoty mnie rozluźniły ,więc jakoś takoś pozowałem .
- teraz pokaż mi te zdjęcia- powiedziałem do brunetki siadają obok nie ja ławce.
-nie -odsunęła aparat z dala ode mnie -dopiero zobaczysz jak je wywołam .

Westchnąłem .

-więc co będziemy robić w takim razie ?-spytałem po dłuższej chwili.
-a co byś chciał? -podniosła jedną brew.
-nie domyślasz się ?
-nie specjalnie
Serio? Ona się ze mną drażni czy jaki chuj?
-drażnisz się ze mną ?-spytałem
-może .
Zachichotała
Piękny dźwięk.

Pochyliłem się nad dziewczyną przywierając swoimi wargami do jej .
Mak splotła swoje dłonie do moim karku, a ja objąłem ją ramionami przyciągając bliżej siebie.

Mrukneła w moje usta ,na co przywarłem ustami jeszcze mocniej do niej .
Położyła się na ławce ,a ja zawisłem nad nią ,nie odrywając ust od dziewczyny.

Po chwili rozłączyliśmy nasze usta ,żeby zaczerpnąć powietrza.
-Justin...-szepneła gdy zacząłem lizać i gryźć jej szyję.
Ta odepchneła mnie ,a ja patrzyłem na nią  przez chwilę nie wiedząc o co chodzi .
-teraz twoja kolej- powiedziała dysząc i robiąc to samo z moją szyją.

Poczułem, że Mak szarpie za moją  koszulkę, chcąc ją zerwać, więc pomogłem jej podnosząc ręce do góry, a brunetka szybko ją ściągnęła i odrzuciła gdzieś na bok .
Ja włożyłem ręce pod jej koszulkę, dotykając opuszkami palców jej brzucha i linii piersi ,chciałem zerwać z niej te wszystkie ciuchy jak najszybciej.
Ale rozumiem...powoli.

Po chwili była również bez koszulki, a ja pożerałem ją wzrokiem coraz bardziej.




Całowaliśmy się jakbyśmy mieli zaraz umrzeć.
W pewnym sensie  tak myśleliśmy ,gdy do ogródka weszła babcia Mak ,oderwała sie  ode mnie natychmiast, zakładając bluzkę i podając mi moją.

Babcia stała kilka metrów przed nami z szokiem wymalowanym na twarzy -babciu to nie tak myślisz- zaczęła się tłumaczyć Mackenzie

Babcia spojrzała na mnie dziwnie, a po tem przeniosła wzrok na Mak -nie musisz się tłumaczyć.

Mak wypuściła powietrze z ulgą, nawet nie wiedziałem ,że wstrzymywała oddech.
Chyba się bała jak babcia na to zareaguje.
Ale jak widać przyjęła to całkiem na luzie.

-Jestem Justin- podszedłem podając rękę  z uśmiechem.
Na co babcia Mak ,obdarzył mnie wymuszonym uśmiechem.
Co ja jej zrobiłem?
To że nas na kryła to nie jest od razu jakaś zbrodnia, nie uprawialiśmy seksu przecież.
Więc o co chodzi?

-Suzan, babcia Mackenzie- uścisneła moją  dłoń.
-miło panią poznać- uśmiechnąłem się ,wkładając dłonie do kieszeni spodni.
-lepiej by było, gdybyś już sobie poszedł młodzieńcze -trochę mnie zdziwiła, bo niby co ja takiego zrobiłem? Nic.
-babciu- sykneła Mak stojąc obok mnie .
-Spokojnie ,w porządku- odwróciłem się w stronę dziewczyny- i tak już musiałem iść ,mam coś ważnego do zrobienia.
-na pewno ?
-Tak -pocałowałem Mak w policzek, chociaż wolałbym w usta ,no ale nie będę bardziej już wkurzać jej babci- pa skarbie.Do widzenia pani Norto- ostatnią część zdania skierowałem do kobiety stojącej z przymrużonymi oczami .
-do widzenia chłopcze- odpowiedziała chłodno.

Przytuliłem ostatni raz Mak po czym wyszedłem.

               ----------------

O 16 miałem trening, więc zabrałem moją torbę treningową i pojechałem w miejsce, gdzie zawsze ćwiczę.
To jakby siłownia, ale prywatna, więc wszystko się tam znajduje.

Wszedłem do budynku, słysząc nie przyjemny dźwięk starych metalowych drzwi ,skrzywiłem się ,ale widząc wielki kwadratowy ring bokserski, od razu poprawił mi się nastrój.
Kumple już ćwiczyli, więc szybko przebrałem się w moje czerwone spodenki i czerwono-niebieską koszulkę.
Dylan pomógł mi założyć rękawice- dzięki stary.
John i Kevin zaczęli już się bić na ringu,     zawsze pierwsi ...ha.
-siema Jay -przywitali sie ze mną kumple. -no siema ,już zaczęliście trening beze mnie .
-no skoro Ciebie nie było, bo gdzieś sobie poszedłeś to zaczęliśmy- wyjaśnił Kevin.
Zaśmiałem się tylko i wszedłem na ring i zaczęliśmy walczyć.

-A gdzie tak w ogóle stary byłeś? Nigdy się nie spóźniasz na trening...wiesz-zapytał ciekawy John .
Uderzyłem kolejny raz i odpowiedziałem-byłem u Mackenzie.
-w domu?
-taa ,co w tym dziwnego?
-a no bo jak ją sprawdzaliśmy to mówiła, że na razie nie chcę się pakować w związek, czy coś...-
-nie powiedziałem nic takiego-przerwałem mu .

Kolejne uderzenie.
Znowu 
I znowu.
-ja nie chcę związku, ona mi jest po prostu potrzebna i nic więcej, a że jest fajna i ładna to po prostu dodatkowe korzyści -uśmiechnąłem się pod nosem.
-taa pewnie, rób jak uważasz ,ale pamiętaj -nie skrzywdź jej .
Tu mnie zaskoczył .
Przestałem się bić, tylko stałem i patrzyłem na przyjaciela.